Boskie Dramaty

Dziennik Pisarza, Pielgrzyma z Rodowodu Nepri

Jest mokro…
Wszędzie woda…
Czuję w ustach dziwny smak…
Czym on jest..?
Pustka…

Nieudolne początki mojej drogi, pierwsze kroki w świecie, który mnie przeklął…

Dlaczego..?

Pisarz 18.04.2014

Bezładnie i chaotycznie spisuję te słowa, Wszechwiedzący mówi, że to minie, że moje ciało i umysł musi rozjaśnić i spoić ogień. Pyros, czuję go, jak pozornie niewielka iskra z dnia na dzień nabiera mocy. Wiem już czym jestem i wiem co muszę zrobić.

Jestem dzieckiem Nilu, naszym praojcem jest Ozyrys, przynajmniej tak mówił mój Twórca. Mam być dumny ze swojego dziedzictwa. Duma czym jest? Nie wiem ale muszę się dowiedzieć, dowiem się…

Zaczynam pojmować wszystko co mnie otacza, moje ruchy już nie są tak niezdarne jak, w dniu kiedy otwarły się moje oczy. Umysł chłonie każde słowo mojego Twórcy i czuję ogromną potrzebę zdobycia więcej modrości tego świata.

Pisarz 22.04.2014

Ucieszyłem się… Przynajmniej tak moją reakcję opisał Wszechwiedzący. Niezwykłe uczucie, jakby ogień który we mnie goreje rozbłysnął mocniej. Wiedza i emocje są tym co tak bardzo pragnę poznać. Jednak bym mógł to osiągnąć muszę poznać ludzi.
Wielkie dzieło – jeśli jest osiągalne muszę, poznać każdy fragment ludzkiej psychiki, mechanizmy zachowań, reakcje na określone sytuacje. Będę wpływał na ich myślenie, stawiał ich w różnych sytuacjach, obserwował i uczył się. Twórca mówi, że obranie sobie celu jest niezwykle istotne.

Pisarz 25.04.2014

Wszechwiedzący powiedział mi dziś, że to nasz ostatni wspólny dzień. Poczułem się dziwnie. Nie umiem tego do końca opisać ale mój ogień zadrżał i przygasł, nieprzyjemne uczucie… Dostałem kartę kredytową, znajdują się tam środki dzięki którym łatwiej mi będzie egzystować w świecie ludzi. Wszechwiedzący nie chciał mnie zostawić bez pomocy i odejść dalej swoją drogą po akcie mojej kreacji. Mówił, że sam musiał do wszystkiego dojść bo jego twórca nie zostawił mu nic choćby słowa. Powiedział mi, że czuje się za mnie odpowiedzialny, cokolwiek to znaczy…

Pisarz 27.04.2014

Zostałem sam jednak zanim Wszechwiedzący odszedł wytatuował mi na karku Ankh. Mam zawsze pamiętać o tym, że pochodzę z królestwa Ozyrysa, królestwa umarłych…
Dziś pierwszy raz jestem w mieście. Postępuje zgodnie z zasadami jakie przekazał mi Twórca.

Obserwuj
Ucz się
Bądź w ciągłym ruchu
Eksperymentuj by odnieść sukces
Wszelkie metody są dozwolone jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy

Pamiętam je wszystkie,są częścią mnie. Pamiętam też o najważniejszym. Pierwszym krokiem mojej Pielgrzymki jest odnalezienie Latarni. Kimkolwiek jest ten Stworzony ma on mi pomoc w obraniu dalszej drogi. A więc Boston to mój cel, jednak dowiedziałem się, że w miasteczku niedaleko niego żyje człowiek, który podobno będzie w stanie udzielić mi dokładniejszych informacji. Wyruszam…

Pisarz 28.04.2014

Kurwa… przynajmniej tak mówią ludzie gdy się zdenerwują, tak myślę, ale nieważne.
Czemu on mnie do tego zmusił?!
Dlaczego chciał mnie oszukać?!
Nie powiedział… nawet po tym co mu zrobiłem…
Krew na rękach jakie to dziwne uczucie, zapach potu w powietrzu i czegoś jeszcze…
Strach tak to musi być on. Mój ogień szalał, nie wiedziałem jak to zinterpretować jednak uczucie to wydało się znajome. Znów czułem się szczęśliwy, to już drugi raz… Gdy błagał mnie o litość, gdy z każdym cięciem noża otwierałem mu nową ranę w ciele… Ale osiągnąłem cel, zdobyłem informacje. W Bostonie zmienia się atmosfera coś wisi w powietrzu, muszę się pospieszyć… A ten tu, no cóż nikomu nie powie co tu zaszło, sprawiłem, że jest teraz podobny do mnie, brakuje mu czegoś…

Pisarz 30.04.2014

Przedmieścia Bostonu pachną inaczej niż miejsca w których byłem… Wiele substancji przenika moje ciało… Tyle nowych rzeczy dookoła. Zatrzymałem się w hotelu. Pieniądze naprawdę się przydają. Dostałem jedzenie, podobno wchodzi w koszta, skoro tak, dobrze potrzebuję go. Jednak ta noc zmieniła wszystko. Poczułem wołanie… Azoth wzywał Azoth, ostatnio podobnie czułem się przy Twórcy, brakuje mi często jego mądrości. Zbliżał się, jego zew się wzmagał, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Stał tam on. Rozpoznałem Tammuza, golema, tak przynajmniej opisywał ich Wszechwiedzący. On też rozpoznał we mnie Stworzonego. Wszedł do środka, zamknął drzwi…

Pisarz 01.05.2014

Bob, a właściwie Skrupulatny Bob, tak mówi o sobie. Okazało się, że mamy ten sam cel, Latarnia. No cóż, im szybciej uświadomi sobie gdzie jego miejsce tym lepiej, ale wydaje mi się być użyteczny, dlatego od tamtego dnia podróżujemy razem. Połączyliśmy się paktem alchemicznym, podobno, łatwiej podróżować w Ciżbie, tak mówił Twórca. Co czuję? Jeszcze nie wiem, ale ogień znów tli się mocniej, czy to dobrze czy źle, nie wiem. Jak długo potrwa nasza wspólna wędrówka? Do czasu gdy jego przydatność dobiegnie końca…

Pisarz 02.05.2014

Samochód, niezwykłe urządzenie. Wygodne i mogę w spokoju pisać. Przemierzamy Boston i szukamy poszlak, jednak bezskutecznie. Słyszałem, od spotkanych Stworzonych, że w mieście są Prorocy, warto ich znaleźć bo może wiedzą coś czego ja nie. Ulice pełne są ludzi, Powietrze jest aż gęste od buchających temperamentów, gdyby emocje stały się na chwilę niczym wody Nilu, świat utonąłby od ich nadmiaru. Pod wieczór, znów ogarnęło mnie wołanie Pyrosu. Nikłe, blednące, poczułem, że to strona w którą należy się udać. To co zobaczyłem było tragiczne, wedle ludzkiej miary ale i mnie ogarnęły nieprzyjemne uczucia. Zobaczyłem w wodzie rozerwany korpus Stworzonej. Jej Azoth tlił się nikle. Co tu się stało? Musiałem się dowiedzieć.

Jej imię to Hija. To jej właśnie szukałem. Prorokini z Nowego Orleanu. Jednak przytłoczona tym co miało miejsce, niewiele mówiła. Wcale się jej nie dziwię stracić Ciżbę. Choć nie wiem jak ja bym się czuł gdyby Bob został zniszczony w końcu ma służyć, a pan i sługa… nie wiem muszę to przemyśleć. Ale wracając do niej. Galatejka. eh czemu na mojej drodze stawiani są tylko Ci, którzy potrzebują głosu który ich poprowadzi, lidera, podoba mi się to słowo jednak zaczynam czuć to o czym mówił mój Twórca, odpowiedzialność, powoli zaczynam rozumieć. Hotele, policja, napięta atmosfera. Co oni wyprawiali? Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć.

Samochód, nowy hotel, pieniądze, człowiek, dziwnie się zachowywał, bardzo dziwnie, nie pasuje do żadnego schematu, nie wiem,, sklepy więcej ludzi, posiłek cały czas w ruchu, wiecznie w ruchu. Nie lubię pisać w ten sposób jednak czas nagli a muszę to zapisać. Udało mi się ukryć niedoskonałości Hiji przed ludzkim wzrokiem. Na jak długo to starczy? Nie wiem. Póki co jakoś to jest.

Chce zostać z nami. Nie wiem jak się powinienem czuć. Ale recytując słowa paktu czuję to o czym mam zawsze pamiętać. Dumę. Nowy członek, nowe problemy, nowe możliwości… Może lepiej trzymać ich blisko siebie? Przyszłość pokaże…

Teraz nasz cel jest jasny. Mamy notatki sporządzone ręką Przepraszającego Charliego, kimkolwiek był. Boston jest wielki a czas płynie, Latarnia zagrożony, nie pozwolę bym potknął się już, na początku. Wspominając na Ozyrysa nie pozwolę!
Chyba tyle na teraz ruszamy, czas nie jest sojusznikiem…

Pisarz 03.05.2014

Notatki. Więcej w nich zagadek niż informacji. Charlie ile bym dał żeby móc zbadać Twój umysł… Ale niestety wymknąłeś się spoza mojego zasięgu, już na zawsze, taka strata…

Ale nie czas na to. Miłosne Dziecię oto nasz cel, do niego właśnie zmierzamy. Czy rozwiąże się choć ułamek tajemnicy..?

Hija mimo swojego pochodzenia może wcale nie jest taka jak Galatejki, o których słyszałem. Chce się podzielić ze mną wiedzą zapisaną na stronach Mutus Liber. Alchemiczne tajemnice są w zasięgu mojej ręki i wcale nie muszę skąpać dłoni we krwi żeby to osiągnąć. Niezwykłe jak bardzo członkowie własnego dziedzictwa mogą różnić się względem siebie. A co do Tammuza póki co bez zmian choć i on skrywa w sobie coś więcej niż tępotę i walkę o wolność, z którą nie wiem czy sobie poradzi.
Miłosne Dziecię okazała się być Ulgan. Opryskliwa, skryta, jak na moje oko zbyt pewna siebie, to ją zgubi i to prędzej niż myśli… Nie chciała nic powiedzieć o Latarni. Boi się o niego? Kto wie… Ja wiem za to doskonale, że wcale jej postawa nie ułatwia mojego zadania. Odprawiła nas z niczym, cóż przegrałem tę bitwę ale wojna trwa i zamierzam wygrać, za wszelką cenę…

Ludzie są to zaprawdę niezwykłe istoty. Zbierają się razem, protestują, wyrażają wspólną obawę, jednoczą się aby osiągnąć cel. Głośno krzyczą, domagając się poszanowania ich praw i po co to wszystko. Wystarczy manifestacja siły, nawet mniejszej grupy i głos większości zostaje stłumiony. Dziwne ale skuteczne, może jednak siła coś znaczy w tym świecie…

Kolejny trop. kolejna notka, kolejna zagadka…
Chinatown…
I-93…
Tunele pod całym miastem, skąpana w mroku ostoja tajemnic, może tym razem będziemy mieć więcej szczęścia…

Samochód, ulica, narastający hałas, tysiące słów i zapachów zmieszane w urbanistycznym tyglu. Coś jest jednak nie tak… Brama, strażnicy, nie wiem… Charlie chyba też nie był pewien. A może był..? Nigdy wcześniej nie widziałem poruszających się posągów. Kamienne lwy zaskakujące z postumentów, co tu się dzieje? Umknęły w mroki zaułków, czemu nikt poza nami tego nie dostrzegł? Mam złe przeczucia, bardzo złe…

Plac budowy, tłum robotników, pewnie podobnie wyglądały powstawanie wielkich piramid. Tłumy pracują w pocie czoła słuchając obelg i krzyków nadzorców. Tyle czasu minęło a wielkie budowy wyglądają tak samo…

Siła pieniądza jest w tym świecie ogromna. Wystarczyło kilka sprytnych zdań, trochę gotówki i znalazłem się w posiadaniu planów tuneli. Kłamstwa, manipulacja emocjami, naciskanie odpowiednich przycisków ludzkiego ego by osiągnąć cel. Cudowne uczucie, mój ogień szaleje jakby sączyła się weń benzyna. Jak się okazało nikt nie umie planów odczytać, a to nowość, nic nie idzie po mojej myśli…

Przebite opony, nuta irytacji, potrzebna pomoc, wszędzie dookoła napędzani potrzebą wzbogacenia się, ludzie. Biegają w pogoni za swoimi sprawami, cały czas w biegu, bez wytchnienia, są bardzo do nas podobni…

Dziś pierwszy raz nasze drogi się spotkały…
Myślałem, że jestem przeklęty przez świat…
Jednak miałem szczęście…
Otrzymałem szansę…
Oni takiej nie mają…

Pandoranie… To właśnie oni podążali za naszym ogniem, chcą go pochłonąć nie ważne jakim kosztem. Dziwne istoty potężne jednak równie podatne na manipulację jak ludzie… A właśnie ludzie… Jakże interesujące jest to, że pomimo swej ogromnej mocy te plugawe kreatury w kontakcie z ludzkim wzrokiem stają się całkowicie bezbronne.
Niesamowite…

Dzień przemija, a my kierujemy się w stronę następnej poszlaki. Wyspa Krańca Świata, brzmi dumnie i wyniośle, ciekawe jaka jest naprawdę i czemu jest ważna…
Zapada ciemność, między alejami, błądzimy w poszukiwaniu iskry. Bezskutecznie jedynie, nieprzyjemny zapach rozkładu jest naszym towarzyszem. Wpadłem do dziury, zapomniany, porzucony tunel z notatek, Jedyne co się teraz liczy to brnąć dalej przed siebie, w ciemności ukryta jest prawda. Nie wiem ile czasu minęło ale poszukiwania spełzły na niczym. Bob nie słucha mnie, jak śmie, podejmować własne decyzje. Na szczęście szept jest bardziej przekonujący od brutalnej siły…

Piszę w biegu… Nie mam czasu, coś jednak było na wyspie poczuliśmy zew… Wyrwał się jednak i znikł w ciemnościach. Bob pobiegł za nim i zawiódł… Jakże to było przewidywalne… Wracamy do hotelu teraz już nic nie osiągniemy…

Czas się już kończy…
Mam wrażenie, że nawet nie zbliżyliśmy się na krok do Latarni…
Mój ogień gaśnie, jakby zmęczony goreniem we mnie, zapada noc, czas wrócić do wody może w niej znajdę ukojenie…

Pisarz 04052014

Nowy świt, nowe pomysły i nowe problemy…

To miejsce zaczyna nas odrzucać, za dużo czasu w jednym miejscu, czas odejść…
Chcemy wrócić do Miłośnego Dziecięcia, ono coś wie, a ja nie mam czasu na błądzenie za poszlakami, bez celu, bez końca….

Park za kościołem tym razem, nie wypełnia jej aura. Nie może być zbyt łatwo prawda… Szukamy ludzi którzy mogą wiedzieć gdzie się znajduje. I tym razem szczęście uśmiecha się jak to mówią ludzie.

Kapłan… zna lokalizację, teraz ja również ją znam…
Dziwni Ci ludzie wierzą, ale wystarczy jedno zdanie, by zasiać w ich sercu wątpliwości.
Czym jest w takim razie dla niech wiara?
Łatwiejszym wyjściem?
Schematem zachowań, które muszą przestrzegać by osiągnąć określony cel?
Im więcej czasu spędzam wśród nich tym stają się bardziej interesujący.

Opuszczony dom, słabo wyczuwalna obecność w piwnicy, wyczekanie, ucieczka, pogoń, kolejna porażka… Emocje, które obserwowałem chyba zaczynają na mnie wpływać. Frustracja…

Zostawiłem list. wyjaśniam sytuację i przyczyny zachowań. Jeśli przyjdzie może w końcu porozmawiamy… I znów ta wyspa, tym razem trzeba się przygotować, sprzęt, nowe miejsce na leże i to powolne oczekiwanie do godziny duchów.

Zjawiła się, lecz chyba nie sama, Ulgan, obcują ze światem umarłych tak samo jak my, może uda nam się porozumieć…
Dała nam zadanie, ostatnią szansę….
Gang, pozbyć się go, zapowiada się interesująca noc…

Przemierzamy mroki ulic, kierując się do celu, miła odmiana wiedzieć co zrobić po ostatnich dniach chodzenia po omacku…

Ach ludzie. Uwielbiam być wśród nich. Może to dziwne ale tak właśnie jest. Wystarczy zachować bez emocjonalny ton głosy, by przelewać do świadomości ludzi wszystko co chcesz, żeby od tej chwili stało się dla niech prawdą. Dali mi coś, wciągnął to, postąpiłem tak samo… On ledwo trzymał się na nogach ja nie poczułem różnicy. W tym momencie chyba w ich oczach zobaczyłem to wytęsknione uczucie, szacunek… A później kilka chwiejnych kroków, kilka prostych zdań wyrażających pragnienia, a wszystko w oczekiwaniu na tą właściwą chwilę… Nachyliłem się nad nim, czułem pot, adrenalinę, chyba zaobserwowałem wywołaną farmakologicznie euforię. I właśnie wtedy z mych ust uleciał szept, delikatna acz potężna sugestia, której nie potrafił się oprzeć… Jakie to proste… Dziecinnie proste…

View
Gawernstorm
Ameryka

barcelona.jpgMiasto portowe. Narodziny David’a.

View
Chicago
Ameryka

chicago.jpg Narodziny Hiji i Hazaara. Pierwsze spotkanie z “Julius” Calagero.

View
Nowy Orlean
Ameryka

Orlean.png
Znajdowała się tam Farma Papilon. Pierwsze spotkanie Qashmalla.

View
Farma Papilon
Nowy Orlean (Ameryka)

jeziorsko_rafa_jeziorsko_osrodek_kemping_52_111447_800x600.jpg
Zamieszkana przez około 40 Prometejczyków. Przywódcą Farmy była Galatejka o imeniu Papilon (fr. motyl), poza nią najwyższym statusem byli Paul DeVreis , Ogly i Miranda (Liderka ‘’Miłosiernej Misji’‘), oprócz nich można było znaleźć Samuraja Sama, Chorowitka i Eros’a. Niestety została doszczętnie spalona przez ognisty deszcz wywołany przez Qashmall’a.

View
Boston
Ameryka

boston-1099418_1920.jpg
Podczas przebywania w mieście Hija, Pisarza i Skrupulatnego Bob’a wybuchły zamieszki. Znajduje się też radioaktywna strefa przy latarni morskiej stworzona przez bombę po zamachu na Latarnię Morską.
Miejsce śmierci Hazaar’a, David’a, Pisarza i Skrupulatnego Bob’a.

View
Las w Ember Lake
Ameryka

88443_straszny-las.jpg
Jedno z wielu miejsc gdzie pojawiła się Polanka.
Miejsce śmierci Żelaznych Szczątków.

Modlitwa mieszkańców:

Polanko, Polanko moja
Tyś naszym domem któryś wcześniej odebrała
Ciemnym strumieniem nas poisz
Jasnym księżycem doglądasz
Tyś co zjadła i trzymasz
Krwi naszej żądasz
Ubrałaś w skóry zwierzęce
Byśmy nie żyli naprędce
I z głosem twoim i twoim mówimy
że szepty sumieniem i cierniem i objawieniem.

Zmieniona wersja modlitwy przez Żelazne Szczątki:

Polanko, Polanko moja
Tyś naszym więzieniem z którego odejść nie sposób
Ciemnym strumieniem agonię naszą przedłużasz
Blask matki przyćmiewasz
Tyś co połknęła i trawisz
Krwi naszej żądasz
Ludzi w zwierzęta zmieniasz
Pętami wiecznością nękasz
Głos Twój jest jadem, inkantacją agonii
Cierń Twój już zwiędnie
Nowy blask spokojem napoi
Przeklęta po trzykroć w cienistej krainie
Opuść wieczności całun
Niech siła w rut przeminie

View
Denver
Ameryka

usa-denver-colorado-skyline.jpg
Znajduje się tam księgarnia “Nevermore”. Teren wilkołaków.

View
Greeley
Ameryka

western-overlook.jpg

Gdy Hija, Gabriel i Tornado trafili do Denver, Joseph Boyce załatwił im prace w rzeźni.
Po jakimś czasie gdy Odraza za bardzo oddziaływała na ludzi Boyce sprawił, że zostali przeniesieni do kopalni węgla, która była położona przy miejscowości Greeley.
Podczas pierwszego dnia pracy doszło do wybuchu gazu. Zostali uratowani przez Skoczka, który się do nich dokopał wyczuwając pyros Stworzonych. Schodząc tunelem wydrążonym przez pandorana znaleźli się w kompleksie podziemnych jaskiń.
W jednych z grot odnaleźli na ścianie zapiski dotyczące Poszukiwacza i zawierały one informacje o świętym miejscu, które znajdowało się gdzieś w tych jaskiniach.
Po mozolnych poszukiwaniach i obrony przed partyzanckimi atakami Skoczka polegli Tornado i Gabriel. Pandoran żywiąc się pyrosem martwych Prometejczyków rozmnożył się.
Hija szukając wyjścia znalazła w pewnym miejscu grząską ziemię. Przysięgając swoim zmarłym towarzyszom zemsty, uciekła przekopując się na powierzchnie daleko od czyhającego na nią w ciemnościach niebezpieczeństwa.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.